Łączna liczba wyświetleń

2 lutego 2014

#2 - Louis

... W drzwiach do mojej sali, która wyglądała tak:


stanął jakiś mężczyzna. Na początku pomyślałam, że to mój tata, bo widziałam jakby przez mgłę, ale gdy usłyszałam jego głos zorientowałam się, że się mylę. 

Przyjemny, ciepły głos zapytał mnie:
- Jak się czujesz?
- Całkiem nieźle, ale chyba nie czuję palców u lewej stopy - odpowiedziałam. A tak w ogóle, to chyba skądś Cię kojarzę - dodałam po chwili.
- Może z telewizji lub z gazet. W końcu jestem jednym z członków najsławniejszego na świecie boysbandu - powiedział nieznajomy z uśmiechem na twarzy.
-Już wiem! Ty jesteś Louis Tomlinson! O mój Boże! Mój idol jest w mojej sali i rozmawia ze mną, no nie wierzę! - krzyczałam.
- Ciszej, proszę... Nie chcę, żeby wszyscy się dowiedzieli, że tutaj jestem - wyszeptał.
- Przepraszam... - odparłam  i trochę posmutniałam.
- Ej, mała... Uśmiechnij się! Ja będę tutaj przy Tobie dopóki nie wyzdrowiejesz - z uśmiechem na twarzy mówił Lou. 





















Siedział przy mnie do późnego wieczora i pewnie spędziłby obok mojego łóżka jeszcze więcej czasu, ale wygonił go lekarz, który akurat miał obchód.
Podczas gdy Lou u mnie siedział rozmawialiśmy o mnie. O tym co robię w Doncaster, a także o mojej nie dużej rodzinie, którą zostawiłam w Polsce.
Niestety nie dowiedziałam się na temat Tomlinsona niczego nowego, ponieważ ciągle zadawał mi pytania na mój temat. Chyba uznał, że wiem o nim wszystko.

Dni w szpitalu mijały mi bardzo szybko. Spędziłam tutaj ponad tydzień, bo moja lewa stopa była trochę niewładna i lekarz postanowił zostawić mnie na obserwację.
Każdego dnia odwiedzał mnie przystojny szatyn i miło spędzał ze mną czas. Myślę, że czuł się winny tego, że leżę w szpitalu, ale ja nie byłam na niego zła... Mogłam uważać jak chodzę. Znając mnie szłam wtedy środkiem drogi, chociaż nie byłam tego w pełni świadoma. Ale jak mawiała moja mama: "co się stało, to się nie odstanie".
Na szczęście dziś wychodzę ze szpitala. Czeka mnie jeszcze kilkudniowa rehabilitacja, bo połowę odbyłam już w szpitalu.

Louis jest bardzo opiekuńczy. Przyjechał po mnie, żebym nie tłukła się taksówką. W kolejnych dniach zawoził mnie na rehabilitacje, a potem jechaliśmy na pizzę lub do kina. Jego samochód bardzo mi się podobał. Był bardzo wygodny, a wyglądał tak: 


Myślę, że mogę nazwać Louis'a moim przyjacielem, chociaż czuję, że zakochałam się w nim, nie jak fanka w idolu tylko jak dziewczyna w chłopaku.

Dziś zaprosiłam na noc moje przyjaciółki Katherine i Meggi, ale Kat nie mogła przyjść. Meggi przyszła o 18. Urządziłyśmy sobie wieczór filmowy. Opowiedziałam jej dokładnie o tym co się działo w ciągu ostatnich dwóch tygodni, a przede wszystkim o spotkaniu władcy marchewek. Nie mogła uwierzyć, że po tylu latach spełniło się moje marzenie.
Obejrzałyśmy kilka filmów, m.in. "LOL" i "Komedia romantyczna" jedząc przy tym pizzę i ciasteczka, popijając je colą.
Około 1 w nocy każda z nas wzięła kąpiel i poszłyśmy spać, bo nasze oczy już się zamykały.
Meg założyła taką piżamę:




A ja taką:






Spałyśmy w moim pokoju, który wygląda tak:
Bardzo go lubię, mimo, że wygląda na dziecinny.
Wstałam o godzinie 9. Wyjęłam z szafy czarne rurki, biały t-shirt ze znakiem nieskończoności i napisem "young" i udałam się do łazienki. 


 



Wzięłam szybki prysznic i założyłam przygotowane wcześniej ubrania. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy związałam w koka.
Do mojego zestawu założyłam czarne vansy na grubej podeszwie.
Gdy byłam już gotowa poszłam sprawdzić czy Meggi już wstała.

- Hej, zwolniłam Ci łazienkę, więc możesz iść się trochę ogarnąć, a ja pójdę zrobić śniadanie.
- Ok, dzięki. A co dobrego przygotujesz?
- Hmm, a co wolisz: tosty, jajecznicę czy płatki z mlekiem?
- Tosty!
- No dobra, to ja idę do kuchni - posłałam mojej przyjaciółce uśmiech.

Po 30 minutach na dół zeszła Meggi. Wyglądała ślicznie.
Była ubrana w białą bokserkę, czarne baleriny z ćwiekami i czarną spódniczkę.




 
Włosy związała w kłosa.
Usiadłyśmy do stołu i zjadłyśmy to co wcześniej przygotowałam. Po skończonym śniadaniu wkładałam talerze do zmywarki i w tym samym czasie...

__________________________
No i jest 2 część ;)
Trochę dłuższa niż poprzednia. Mam nadzieję, że będzie wam się podobać.
KOMENTUJCIE, TO MOTYWUJE ;3
KOLEJNA CZĘŚĆ RÓWNIEŻ ZA 5 KOMENTARZY.
liczę na was ;)

Love, Klaudia. 

6 komentarzy:

  1. Musisz trzymać w takim napięciu !? ;D No ja cię chyba kiedyś zabije!!!!!!! ;) A poza tym to fajny..pisz dalej ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na kolejna część :)
    @dominika2662

    OdpowiedzUsuń
  3. ejj! no dawaj 3..! ;D xd
    @southbluntsystemx33

    OdpowiedzUsuń
  4. PISZ NEXT! ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. Piąty komentarz ;) i czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale jesteś przewidywalna... wiedziałam że to Tommo!

    OdpowiedzUsuń