Łączna liczba wyświetleń

13 lutego 2014

#9 - Louis

- No dziewczyny, bierzcie walizki i zapraszam do środka. 
- Okeeeeej - odpowiedziałyśmy niechętnie. 
Louis otworzył drzwi i weszliśmy do środka. Było tam przerażająco ciemno i cicho. Znalazłam włącznik światła i nacisnęłam na niego. 
Nagle zza drzwi od jednego z pokoi wyskoczyła czwórka wariatów. 
Tak, to byli Harry, Niall, Liam i Zayn. 
- Hej! - krzyknęli chórem. 
- Cześć chłopaki - odpowiedziała Meg z uśmiechem na twarzy. 
- Chłopaki... poznajcie przyszłą panią Tomlinson - powiedział uśmiechnięty szatyn. 
- Hej... debile - zaśmiałam się. 
- No Tommo, gratuluję pięknej narzeczonej - powiedział Harry i uścisnął rękę mojego przyszłego męża. 
Zanieśliśmy walizki do wyznaczonych pokoi, a następnie zeszliśmy do salonu i wygodnie zasiedliśmy na kanapie czekając na zamówione przez Niall'a pizze. Gdy tylko zadzwonił dzwonek blondyn rzucił się w kierunku drzwi. Wracał załadowany pudełkami z gorącymi pizzami. Był taki szczęśliwy... widać, że kocha jedzenie. 
Każdy dostał po jednej pizzy, a Nialler miał... 3.
- No, muszę przyznać Niall, że podziwiam twój żołądek... aż tyle pomieści? - zapytałam. 

- Aż? To ty nie wiesz ile on je kiedy nie mamy gości. Teraz pewnie się wstydzi - odparł Liam. 
Wszyscy się zaśmialiśmy, a Horan się zarumienił. Zauważyłam, że ciągle przyglądał się Meg, ale ona była zapatrzona w Liam'a. 
Postanowiłam położyć się już spać, bo byłam bardzo zmęczona. Oznajmiłam o tym wszystkim. 
- W sumie to ja też jestem zmęczony, więc też pójdę się położyć - powiedział Tomlinson. 
- Dobranoc gołąbeczki - powiedzieli pozostali. 

//oczami Niall'a//
Ona jest taka piękna, mam ochotę ją pocałować, ale to nie było by na miejscu... Zaraz nie wytrzymam i to zrobię...
*Horan opanuj się! Potrafisz, tylko się postaraj!* 

Widzę, że nie mam u niej szans. Jest zauroczona Liam'em. W sumie to się jej nie dziwię... Jest przystojny, mądry,a ja? Brzydki obżarciuch. Ciężko mi będzie kogoś znaleźć.
Posmutniałem trochę i wyszedłem do kuchni, żeby napić się wody. 

Moje zachowanie przykuło uwagę Zayn'a, który poszedł za mną. 
- Co się dzieje blondasku? 
- Ee, nie ważne. Nie chcę Cię w to mieszać.
- Zakochałeś się, tak?
- Brawo za spostrzegawczość. 
- Nie martw się, będzie twoja. Liam jest fajnym facetem, ale ona nie jest w jego typie. 
- Dzięki stary, chociaż ty mnie rozumiesz. 
W tym momencie do kuchni weszła Meggi. Stałem tam jak sparaliżowany. 
- Hej - powiedziała z uśmiechem. *tak pięknie się uśmiecha...*
O czym tak plotkujecie? 
- A nie ważne... 
- Niall, ja już idę spać. Dobranoc kochani - powiedział mulat.
- Dobranoc Zayn - odpowiedziała Meg. 
- Śpij dobrze stary. 
Malik wychodząc z kuchni puścił mi oczko. 
- No to mów co się stało... Tylko nie mów, że nic, bo ślepa nie jestem. 
- Nie martw się, to nic ważnego. Dobranoc. 
- Niall, proszę Cię, powiedz mi co cię dręczy... 
- Na prawdę chcesz to wiedzieć? 
- Tak. 
- No to proszę bardzo... Zakochałem się w Tobie, ale widzę, że Tobie podoba się Liam, więc życzę Ci powodzenia i szczęścia. A teraz idę spać, dobranoc. 
Nie zdążyłem wyjść z kuchni, bo Meg złapała mnie za rękę i pociągnęła w swoją stronę. Nie wiedziałem, że jest taka silna. 
Spojrzała mi w oczy i pocałowała mnie. Stałem tam bardzo zdziwiony jej zachowaniem. *dopiero zachwycała się Liam'em, a teraz mnie pocałowała?* 
- Teraz chyba możesz już iść spać, prawda? 
- Myślę, że tak. 
- A mogłabym z Tobą? - przygryzła wargę. 
- Przepraszam, ale chyba jeszcze za wcześnie na taki ruch. 
- Nic się nie stało, rozumiem. A możesz mnie chociaż przytulić? 
- Jasne - odpowiedziałem i mocno ją przytuliłem. 
Wyszedłem z kuchni i wbiegłem schodami na górę, a następnie do mojego pokoju. Rzuciłem się na łóżko i sięgnąłem do kieszeni po mojego iPhona. Zalogowałem się na twitter'a. Odpisałem kilku fankom, a potem dodałem tweeta o treści: 
"Czy będę w końcu szczęśliwy? Mam nadzieję, że tak. Ona jest taka piękna... Kocham ją." 
*Dlaczego ja to napisałem? Teraz będą mnie wypytywać kim ona jest... Może to usunąć? Mam w głowie mętlik.* 
Nie usunąłem tego tweeta, postanowiłem się nie przejmować tym co będzie się działo potem. Zasnąłem bardzo szybko. Nawet nie zdążyłem się umyć ani przebrać w piżamę.

//Oczami Jennifer//
Dzieliłam sypialnię z Louis'em, w końcu jesteśmy parą. Wyjęłam z walizki piżamę oraz kosmetyczkę. Każdy pokój miał osobną łazienkę. *Super!* Usłyszałam za sobą kroki, odwróciłam się. To był BooBear. Szedł w moim kierunku w samych bokserkach. *Szybki jest. Ha Ha* 
- Co powiesz kochanie na powtórkę? No wiesz... wspólna kąpiel, a potem... 
- Nie mam nic przeciwko głuptasie - uśmiechnęłam się szeroko. 
Louis nalał do wanny dużo wody i wsypał płatki róż, zapalił pełno świeczek o delikatnym zapachu, a następnie zgasił światło. Zrzuciliśmy z siebie resztę ubrań i weszliśmy do wanny, która była ogromna w porównaniu z tą w moim mieszkaniu. 
Spędziliśmy w ciepłej wodzie równą godzinę przytulając się i całując. 
Wytarliśmy nasze ciała ręcznikami i udaliśmy się do sypialni, aby kontynuować czułości. Spędziliśmy upojną noc, która zapieczętowała zaręczyny. 
Po przebudzeniu zauważyłam Louis'a wtulonego w poduszkę. Wyglądał słodko, więc zrobiłam mu zdjęcie i wrzuciłam na twittera z dopiskiem: 
"Mój książę tak słodko śpi. Kocham Cię Louis. xx"
Postanowiłam ułożyć nasze ubrania w szafie, żeby nie gniotły się w walizkach.
Dostałam powiadomienie z twittera. Odczytałam je:
"Też Cię kocham, ale teraz masz przechlapane... odwróć się księżniczko, xx." - Louis odpowiedział na mojego tweeta. 

Odwróciłam się, a za mną stał Tommo z zadziorną miną. Rzucił się na mnie i wymruczał mi do ucha: 
- I co teraz kochanie? 
- Mhh, teraz mnie puścisz - uśmiechnęłam się. 
- Nie tak szybko... coś mi się należy za to zdjęcie. 
Cmoknęła go w policzek. 
- Wystarczy? 
- Hmm, nie. 
Pocałowałam go namiętnie. 
- A teraz?
- Teraz tak - odpowiedział z szerokim uśmiechem. 
Do pokoju wparował Loczek. 
- Ups, przepraszam, nie chciałem Wam przeszkodzić. 
- Nic się nie stało, tylko się wygłupialiśmy - powiedział Tommo i oboje się zaśmialiśmy. 
- Chciałem was poinformować, że za pół godziny będzie śniadanie. 
- Ok. 
- No to ubierajcie się. 
- Dobrze szefie - odpowiedzieliśmy chórem. 
Wyjęłam z szafy ubrania i poszłam się wyszykować.
Włosy zostawiłam rozpuszczone, pociągnęłam rzęsy tuszem i ubrałam się w przygotowany zestaw.

 
 Zobaczyć mnie w spódniczce to naprawdę rzadkość. Wolę nosić szorty albo rurki. Ale mam kilka spódniczek i sukienek w swojej szafie, w razie jakiejś specjalnej okazji lub tak po prostu czasem nachodzi mnie ochota na pełne poczucie się kobietą i zakładam jakąś mini.
Na nogi założyłam buty podobne do glanów. Wybrałam czarne w kwiatki. *Dzisiaj wyglądam jak łąka... pełno na mnie kwiatów.*



Louis zagwizdał na mój widok i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. 
- A mi wybierzesz jakieś ubranie? Proszę... Ja nie mam gustu, za to ty masz. 
- Ty nie masz gustu? Chyba żartujesz. 
No, ale skoro prosisz to Ci pomogę. 
Sięgnęłam na jego półkę z ubraniami i wybrałam: 



 








 









- Dziękuję kochanie, nie wiem co ja bym bez Ciebie zrobił. 
- Pewnie byś wyglądał dużo lepiej. 
- Dobra, ja wiem lepiej. 
Tomlinson wsunął na nogi czarne vansy, które uwielbiał, splótł nasze dłonie i zeszliśmy na śniadanie. 
Harry wlał nam sok do szklanek i poprosił abyśmy usiedli przy stole.
- Smacznego - powiedział Lokaty w uśmiechem, tak że widać było jego seksowne dołeczki. 

- Dziękujemy. 
Zjedliśmy śniadanie i poszliśmy oglądać tv. 
**********************************************
3 miesiące później 
      Meg jest w związku z Niall'em. Cieszę się, że znalazła w końcu swojego księcia i jest z nim szczęśliwa.

Poszłam na spacer do parku, ponieważ nowa para pojechała do wesołego miasteczka, a reszta chłopaków musiała coś załatwić. Postanowiłam nie marnować czasu na siedzenie przed telewizorem. 

Chodziłam alejkami i myślałam:
*to dziwne... spóźnia mi się okres... już 3 miesiące, a ja dopiero teraz się zorientowałam* 

Skierowałam się ku najbliższej aptece i kupiłam test ciążowy. Wróciłam do domu jak najszybciej i zrobiłam test. Wynik był pozytywny. W głowie miałam mętlik.
*Jak ja to powiem Louis'owi? Przecież on ma teraz inne rzeczy na głowie... Nie chcę mu niszczyć kariery. Nie będę mu o niczym mówiła... Tak będzie najlepiej... Chociaż, nie wiem czy to dobrze, że nie będę mu mówić o dziecku. Powinien wiedzieć, ale nie chcę niszczyć jego kariery.*
Te myśli strasznie mnie zmęczyły, więc wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać. 

Louis wrócił chyba późno w nocy. Rano, gdy się obudziłam siedział jednak na brzegu łóżka i przyglądał mi się dokładnie. 
- Cześć słońce. 
- Hej skarbie. 
- Mam takie pytanie... 
- Pytaj - uśmiechnęłam się delikatnie. 
- Kiedy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży? 
- Co? Skąd ty o tym wiesz? - pytałam przerażona. 
- Spokojnie... zostawiłaś test ciążowy w łazience. 
- Tak bardzo Cię przepraszam... Mogłam pomyśleć o tym żebyśmy się zabezpieczali... Jestem taką idiotką... Powinieneś mnie zostawić, bo zniszczę Ci karierę. 
- Uspokój się, proszę. 
- Ale ja nie chcę niszczyć Ci tego na co czekałeś tak długo... 
- Na Ciebie też czekałem długo. Kocham Cię i nasze przyszłe dziecko też. Nigdy Was nie zostawię. Jesteś ważniejsza niż moja kariera. A przecież jakoś mogę pogodzić życie prywatne z życiem zawodowym. Przynajmniej na początku, a później mogę zrobić sobie przerwę. 
- Na prawdę? - zapytałam przez łzy. 
- Na prawdę. Mogę Ci przysiąc, że nigdy Cię... Was nie zostawię. Znaczysz dla mnie zbyt wiele. 
- Kocham Cię Tommo. 
- Ja Ciebie też kocham Jen.
Powiadomiliśmy resztę domowników o ciąży oraz o tym, że planujemy wziąć ślub, przed narodzinami dziecka. 

*******************************
Miesiąc później wszystko było zaplanowane w 100%. Naszymi świadkami byli Meggi i Niall. Reszta chłopaków nie miała nic przeciwko z czego bardzo się ucieszyliśmy. 
Nadszedł dzień mojego i Louis'a ślubu. Przepełniała nasz radość. 
Złożyliśmy przysięgę małżeńską. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. Nigdy nie zapomnę jak ze łzami w oczach mówiliśmy sobie: TAK. 
Moje największe marzenie się spełniło! 
Teraz czekamy na narodziny naszego maleństwa i ślub Niallera z Meg, który już planują. 
5 miesięcy po ślubie urodziłam piękną i zdrową córeczkę, którą nazwaliśmy Darcy, bo tak zażyczył sobie jej chrzestny, którym został Harry. Chrzestną została jego nowa dziewczyna.
Ślub żarłoka i Meggi był udany. Każdy miał swoją drugą połówkę.
Tak, dosłownie każdy. Ja byłam z Louis'em, Harry z Camillą, Liam z Danielle i Zayn z Perrie. Wszyscy byliśmy szczęśliwi.
Teraz Meg oczekuje narodzin małego Horana.


KONIEC.
_________________________________________________________
No i jest kolejny rozdział.;3

Sceny +18 nie opisywałam, więc tych co takie sceny lubią bardzo przepraszam. 

Postawiłam teraz na: więcej tekstu, mniej obrazków - pasuje wam tak?
 

Przepraszam też, że to już koniec opowiadania i że nie opisałam dokładnie dalszego życia moich bohaterów, ale chciałam dodać rozdział tak na walentynki. Nie martwcie się, niedługo (mam nadzieję) napiszę nowe opowiadanie. ;)
Oby rozdział wam się podobał ;) 


KOMENTUJCIE <3

ps. Życzę wam udanych walentynek! ;3
A jeśli ktoś nie ma drugiej połówki (tak jak ja) to życzę wam, żebyście ją znalazły ;)


Love, Klaudia.

#8 - Louis

Wstałam i po omacku skierowałam się do szafy. Otworzyłam ją i zaczęłam wyjmować to co w niej zostało. Nie było tego zbyt wiele dlatego nie miałam dużego wyboru. Złapałam w ręce jakieś szorty i luźny t-shirt, a następnie udałam się do toalety. 
Zrobiłam lekki makijaż, włosy upięłam w koka, w którego wpięłam kokardkę. 
 











Założyłam przygotowane wcześniej ubrania:

 











Weszłam jeszcze na chwilę do mojego pokoju, aby wybrać jakieś buty. Może nie był to najlepszy wybór, bo do zestawu niezbyt pasowały, ale są bardzo wygodne. 





Zbiegłam po schodach na dół, otworzyłam lodówkę i postanowiłam zjeść jogurt owocowy.
Po skończonym śniadaniu poszłam z powrotem na górę, żeby spakować resztę potrzebnych rzeczy, a następnie zniosłam walizki na dół, żeby być gotową na przyjazd Louis'a.
Był u mnie punktualnie. Przywitał mnie pocałunkiem, który mógłby trwać wieczność, ponieważ tak świetnie całował, ale musieliśmy jechać po Meg. Czekała na nas przed drzwiami. Promieniała z radości. 

*I taką Meg znam, zawsze szczęśliwa. Myślę, że od teraz także na mojej twarzy będzie gościł tylko i wyłącznie uśmiech*
- Hej zakochańce! - krzyknęła wsiadając do samochodu. 

- Hej - powiedzieliśmy razem z Lou, a ja dałam jej całusa w policzek. 
- No to żegnamy nasze kochane miasteczko i jedziemy, tak? - zapytała Meggi. 
- No tak... - odpowiedział BooBear. 
Louis odpalił samochód i ruszyliśmy w drogę. 
Jechaliśmy uliczkami śpiącego Doncaster, a ja poprosiłam mojego ukochanego, żeby zatrzymał się przy znaku, który zawiadamiał o tym, że wyjeżdżamy już z naszego miasteczka. 
- Wysiądź Louis, proszę... nie pytaj na razie dlaczego. 
- No dobrze - szatyn wysiadł z samochodu i ruszył w moim kierunku. 
Meg bacznie nas obserwowała. 
- Proszę, ostatni raz tutaj w Doncaster, pocałuj mnie.
- Hm, to o to ci chodziło... 
Wpił się w moje usta, a ja odwzajemniałam pocałunki. 
- Halo, kochani.. nie chciałabym Wam przeszkadzać, ale chyba musimy jechać dalej. 
- Tak, masz rację... - powiedział Tomlinson. Ale ja mam jeszcze jedną sprawę do załatwienia.
Sięgnął do kieszeni i wyjął małe pudełeczko, a potem uklęknął i je otworzył. 

- Jennifer Rose, czy chcesz zostać moją żoną? 
- Tak - powiedziałam ze łzami w oczach. Rzuciłam mu się na szyję i trwaliśmy w pocałunku. 
- No, no. Gratuluję pani Tomlinson - uśmiechnęła się Meg. 
Razem z Louis'em wsiedliśmy z powrotem do samochodu i ruszyliśmy dalej. 
*Moje życie tak bardzo się zmieniło odkąd go poznałam* - myślałam patrząc na niego. 
- Czemu mi się tak przyglądasz?
- Bo właśnie uświadomiłam sobie jakie miałam szczęście, że wpadłam pod twój samochód... 
- No faktycznie, mógł być to ktoś inny i może nie zakochałby się w Tobie tak jak ja - uśmiechnął się szeroko. 
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. 
- Gołąbeczki kochane, a mi znajdziecie jakiegoś przystojnego faceta?- zapytała Meggi. 
- No wiesz, mam czterech przystojnych kumpli, więc będziesz mogła któregoś wybrać. Na pewno im się spodobasz - uśmiechnął się szatyn. 
- No to super! - wykrzyczała moja przyjaciółka. 
Gdy byliśmy już prawie u celu, Louis oznajmił, że podjedziemy do Nando's po coś do jedzenia dla nas i dla reszty chłopaków. Nie miałyśmy z Meg nic przeciwko. Zostałyśmy w samochodzie, a Lou poszedł po żarcie. 
- Ale ty to jesteś szczęściara - oparła się o moje siedzenie Meg i oznajmiła. 
- Powiedziałabym, że przesadzasz, ale to chyba prawda - zaśmiałyśmy się obie. 
- Masz takiego faceta... mmm, marzenie. 
- Ej, pamiętaj.. on jest tylko mój! 
- No wiem, wiem. Ja będę miała aż czterech. I co zazdrościsz? 
- Nie - uśmiechnęłam się. 
Lou wrócił z jedzeniem do samochodu. 
- Po co tego tak dużo? - zpaytałam. 
- To ty nie wiesz, że Niall jest strasznym żarłokiem? 
- Aaa, zapomniałam. 
Meg zaczęła się śmiać jak opętana. 
- Widzę, że najbardziej będziesz pasować do Niall'a - powiedział Louis. 
- Czemu niby? - zapytała nie przestając się śmiać. 
- Bo on też śmieje się jak idiota - teraz śmialiśmy się wszyscy. 
- No dobra, jedźmy już. 
Na miejsce dotarliśmy gdy się ściemniało. Tommo wypakowywał z bagażnika walizki, a ja i Meg podziwiałyśmy villę chłopaków. 


- Tutaj jest jak w bajce... - stwierdziła Meg. 
- Masz rację...

__________________________________________
Znów beznadziejny rozdział i do tego krótki. :( 

Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewacie, że tak długo musieliście czekać, a ja wam takie za przeproszeniem gówno serwuję. :( Nie miałam weny. 
Mam już jakiś pomysł na kolejny rozdział, ale nie wiem czy uda mi się go zrealizować. 

Teraz muszę już uciekać, bo za 20 minut idę z BF na sesję, a siedzę jeszcze w piżamie. ;)


Love, Klaudia. 

8 lutego 2014

#7 - Louis

Rozdział dedykowany Klaudii Nikiel i Karolinie Wawryszczuk  :)
__________________________________________

... zakrwawiony, a zawinięty w niego była żyletka.
- Louis, kochanie... co to ma być? 

- Przepraszam, miałem to wyrzucić - odpowiedział zakłopotany szatyn. 
- Nie masz za co przepraszać, po prostu się tego pozbądź, bo ja nie chcę Cię stracić... 
- Dobrze skarbie - wyjął z mojej dłoni skrawek materiału razem z żyletką i wyrzucił do kosza.
- Masz tego więcej? 

- Nie. 
- To dobrze. A teraz będę Cię pilnować, żebyś więcej tego nie zrobił. 
- Musisz? Obiecuję, że już nie będę. 
- Tylko dlatego, że bardzo Cię kocham... - pocałowałam go delikatnie. 
- Dziękuję, nie wyobrażam sobie bez Ciebie mojego życia. Zrobię dla Ciebie wszystko - czule ucałował moje usta, a ja oddałam pocałunek. 

Po spakowaniu wszystkich rzeczy Tomlinsona, zeszliśmy do salonu i obejrzeliśmy jakieś romansidło. Jedliśmy ciasteczka i ciągle się przytulaliśmy. Było cudownie, ale zrobiło się ciemno i uznałam, że muszę już iść do domu.
- Lou, kochanie, ja muszę już się zbierać, bo zrobiło się ciemno, a mam kawałek do domu. 

- Jeśli chcesz to Cię odwiozę.
- Na prawdę, możesz? Byłoby super. 

- No to zbieraj się - uśmiechnął się. 
Wsiedliśmy do samochodu, Tommo włączył radio. Akurat leciała piosenka Story Of My Life. Zaczęłam ją śpiewać na cały głos. Louis dołączył do mnie i nasze głosy rozbrzmiały w całym samochodzie.
- Niezły masz głos - powiedział szatyn, gdy piosenka się skończyła. 

- Dziękuję, ale Tobie nigdy nie dorównam. Jesteś najlepszy - pocałowałam go w policzek.  
Pożegnaliśmy się namiętnym pocałunkiem. Skierowałam się ku drzwiom wejściowym do mojego domu. Louis czekał dopóki nie zamknęłam za sobą drzwi.
Wyjęłam butelkę czerwonego wina i nalałam sobie jeden kieliszek. Usiadłam na kanapie i powoli sącząc płyn rozmyślałam nad zmianami jakie wprowadził do mojego życia Louis. Odstawiłam jeszcze zapełniony kieliszek na stolik.



Powoli wchodziłam schodami na piętro. Wyjęłam z szafy piżamę i poszłam wziąć kąpiel. 
*ciekawe jak bardzo jeszcze zmieni się moje życie* - myślałam leżąc w wannie.
Gdy kładłam się spać postanowiłam przejrzeć szybko twittera. Miałam już odkładać telefon na szafkę nocną, ale dostałam sms'a.
"Śpij dobrze kochanie. <3 :*
ps. Mam nadzieję, że Cię nie obudziłem." - napisał Tommo. 

"Nie obudziłeś mnie. Ty też śpij dobrze. Kocham Cię. <3 :*"
Poczułam, że moje powieki opadają, więc wtuliłam się w poduszkę i zasnęłam. 
Obudziłam się 8:15. Zaspana stanęłam przed szafą i w poszukiwaniu odpowiednich ubrań przekopałam się w jej najdalsze zakątki. Po długich poszukiwaniach odnalazłam to co chciałam, a były to: marmurki i mój szczęśliwy t-shirt.
 


















Związałam włosy w zwykłego kucyka, pomalowałam rzęsy tuszem.
Zeszłam do kuchni, zrobiłam sobie kanapki, nalałam do szklanki trochę soku i przystąpiłam do konsumpcji. Po skończonym posiłku, odłożyłam naczynia do zmywarki. Postanowiłam pójść na spacer.
Założyłam na nogi moje ukochane vansy.


Pobiegłam jeszcze na górę po kurtkę, ponieważ zrobiło się na dworze chłodno. Mam ogromny sentyment do tej kurtki, bo dostałam ją od mamy w dniu wyjazdu do Doncaster.
Oprócz niej i kilku zdjęć rodzinnych nie mam nic co mogłoby mi przypominać o rodzinie pozostawionej w Polsce. 
O godzinie 10. udałam się w kierunku parku. Po drodze wstąpiłam do sklepu po butelkę wody i ruszyłam dalej. Usiadłam na ławce obok fontanny. Wybrałam z telefonu numer do mojego rodzinnego domu i zadzwoniłam, bo stęskniłam się za rodzicami. 
- Halo, mama? 
- Jennifer? Jak miło, że w końcu zadzwoniłaś. Ja miałam to zrobić, ale uznałam, że skoro ty nie dzwonisz to nie będę Ci przeszkadzała, bo możesz mieć coś ważnego do zrobienia. Opowiadaj co u Ciebie słychać.
- Wiesz, mamo... 
- Stało się coś? 
- W sumie to tak... 
- Ale coś złego? - słyszałam w jej głosie nutkę przerażenia. 
- Raczej coś dobrego. Pamiętasz mojego idola? 
- Tego Louisa... jak mu tam... Tomlinsona, tak?
- Tak, tego. Bo ja go poznałam i jesteśmy parą! 
- Nawet nie wiesz jak bardzo cieszę się twoim szczęściem córeczko. 
- A jak to się stało? 
- Miałam malutki wypadek, ale nie chcę o tym rozmawiać, teraz liczy się dla mnie teraźniejszość i przyszłość. 
- Nie zmuszam Cię do niczego. 
- Mamo, jest jeszcze jedna sprawa. Razem z Louisem przeprowadzam się do Londynu. 
- To chyba też dobra wiadomość. Ja nie mam nic przeciwko, tata na pewno też. 
- Jejku, kocham Was! 
- Chcemy tylko twojego szczęścia. No, słonko, kończ już bo dużo zapłacisz za rachunek. 
- Wy zapłacicie - zaśmiałam się. 
- No fakt. Papa, kochamy Cię. 
- Ja Was też. Papa. 
Połaziłam jeszcze trochę po parku, a potem wróciłam do sklepu, żeby zrobić małe zakupy na jutrzejszą podróż. W sklepie spędziłam prawie godzinę, kupiłam dużo smakołyków i kierowałam się do mojego domu.
Dostałam sms'a od Louis'a: 

"Hej kochanie. Wyjeżdżamy o 5 rano, wiem, że to wcześnie, ale tak będzie najlepiej. <3"
"Hej :* Dobrze, będę na Ciebie czekać. Poinformuję Meg. Kocham Cię. <3" 

Skierowałam się do domu mojej przyjaciółki. Otworzyła mi drzwi, ale nie chciałam wchodzić do środka. Przekazałam jej wiadomość i o godzinie 14. wróciłam do domu.
Odłożyłam zakupy na szafkę i poszłam spakować swoje rzeczy do walizek. Udało mi się wyrobić w 2 godziny. Szczerze mówiąc, myślałam, że dłużej mi nad tym zejdzie.
Zeszłam do kuchni żeby coś zjeść. Przygotowałam składniki na lasagne i zaczęłam przygotowywać potrawę. Nie zajęło mi to dużo czasu, ale efekt był całkiem niezły. 

Zjadłam kawałek, a resztę schowałam do lodówki. Wyjęłam z zamrażarki lody czekoladowe i zjadłam całe opakowanie. *to do mnie nie podobne... to chyba przez stres* 
Tak, trochę denerwuję się tym wyjazdem, ale najważniejsze jest to, że będę mogła być zawsze przy moim ukochanym. 


______________________________________________
Przepraszam, że jest taki krótki i beznadziejny, ale jakoś nie mam weny... :( 
Dałam dedykację dla dwóch czytelniczek :) 

KOMENTUJCIE TO MOTYWUJE <3 
Nie wiem kiedy będzie kolejna część... może jutro.

Love, Klaudia. 

7 lutego 2014

#6 - Louis

- Nie. Chciałem żebyś ty pojechała ze mną.
- Na prawdę? Zaskoczyłeś mnie...
- To jak będzie? Jedziesz czy zostajesz?
- No pewnie, że jadę!
Nie puszczę Cię tam samego - pocałowałam jego kuszące usta.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. A... mam jeszcze pytanie.

- Tak?
- Kiedy jedziemy?
- No i to jest właśnie problem - szatyn lekko się skrzywił. Musimy wyjechać po jutrze.
- Trochę szybko.
- Wiem, ale muszę... musimy.
- Ja chyba już muszę zacząć się pakować - zaśmiałam się. 

- Nie tylko ty masz tak dużo ciuchów! Też mi długo zejdzie z tym.
- Mogę Ci pomóc jeśli chcesz - zaproponowałam.
- Skoro chcesz, to czemu nie? 

- No to wpadnę do Ciebie po południu.
- Dobrze. Ja już będę uciekał. 

Pocałowałam Louis'a na pożegnanie.

Poszłam do swojego pokoju, otworzyłam szafę i zaczęłam wybierać ubrania. Postawiłam na: jeansowe szorty, luźny t-shirt i szare krótkie conversy.




 
Z wybranymi wcześniej ubraniami skierowałam się ku łazience. Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam lekki makijaż, ubrałam przygotowany zestaw i związałam włosy.
Zabrałam telefon z szafki, zamknęłam drzwi na klucz i poszłam w stronę mojego ulubionego sklepu. Postanowiłam trochę zaszaleć skoro niedługo wyjeżdżam.
Gdy weszłam do sklepu spotkałam tam Meg. Strasznie się ucieszyłam widząc ją. Pomogła mi wybrać kilka nowych ubrań, a ja opowiedziałam jej w tym czasie o mnie i o Lou, a także o wyjeździe.
Widziałam, że zrobiło jej się smutno, że ją zostawię samą, ale musiałabym zapytać Louis'a czy może pojechać z nami.
- Meg, wiesz.. nie chcę Ci robić nadziei, ale mogę zapytać Lou czy nie mogłabyś z nami pojechać.
- Jejku, byłoby super. Masz się z nim dzisiaj spotkać, tak?
- No tak.
- To zapytasz go czy mogę jechać?
- Jasne, ale ten wyjazd jest po jutrze.
- Spokojnie, zdążę się spakować. Nie mam tyle ciuchów co ty - zaśmiała się Meg.
Dałam jej kuksańca w bok.
Poszłyśmy do kasy z wybranymi ubraniami, a potem wyszłyśmy ze sklepu i zdążyłyśmy kupić kawę, a potem ja musiałam już iść do mojego ukochanego.
 

Droga nie zajęła mi zbyt dużo czasu. Zadzwoniłam dzwonkiem, a drzwi otworzył mi szatyn bez koszulki.
- Mrrr - zamruczałam i zaśmiałam się, a on mnie czule pocałował.
- Hej kochanie. Co robiłaś przez te kilka godzin? 
- Byłam na zakupach i spotkałam Meg.
- Oo, fajnie. Co sobie kupiłaś? 
- Pokażę ci tylko jedną rzecz... resztę zobaczysz już w Londynie.
- No niech Ci będzie.
Wyjęłam z torby top i pokazałam go Tomlinsonowi. 
- Serio? - zaczął się śmiać.
- Tak. Będę Wam robić reklamę - teraz śmialiśmy się oboje.
- No i jak Cię nie kochać?
- Nie da się - puściłam mu oczko. No dobra chodź się pakować, bo dużo czasu nie mamy.
- To chodźmy na górę.
Podał mi rękę i zaprowadził mnie do jego sypialni. Była przepiękna.
 
- Tommo... - zaczęłam.
- Tak kochanie? 
- Mam do Ciebie takie pytanie, a w sumie to prośbę.
- Kontynuuj - mówił wyciągając wszystkie ubrania z szafy.
- Dziś jak spotkałam Meggi, powiedziałam jej o wyjeździe... Może mogłaby pojechać z nami? 
- Hmm, czemu nie? Napisz jej, że jedzie z nami - uśmiechnął się.
- Kochany jesteś! - krzyknęłam i pocałowałam go namiętnie. 
Szybko wystukałam sms'a do Meg:
"Hej. Jedziesz z nami! Tak się cieszę!"
Odpowiedź otrzymałam błyskawicznie:
"Nawet nie wiesz jak ja się cieszę! Dziękuję Wam i nie przeszkadzam już. ;)" 
- Skarbie, gdzie masz walizki? 
- Zaczekaj, zaraz przyniosę. 
- Ok. To ja może przyniosę coś do picia. 
- Poproszę sok...
- Tak, wiem. Marchewkowy - zaśmiałam się cicho. 
Zbiegłam na dół po schodach i od razu znalazłam kuchnię. Była bardzo duża i piękna. 
- Łał - wyszeptałam do siebie.
Podeszłam do lodówki, wyciągnęłam sok marchewkowy dla mojego księcia i pomarańczowy dla mnie. Wlałam ciecze do szklanek i skierowałam się z powrotem  do sypialni. Odstawiłam szklanki na stolik i zaczęłam pakować ubrania Tomlinsona.
Znalazłam mały kawałek materiału, który był...
(c.d.n.)

___________________________
Przepraszam, że taki beznadziejny, ale nie mam weny...
Wczoraj nie miałam dostępu do laptopa i dziś musiałam dokończyć to co zaczęłam pisać.
DODAJĘ, MIMO, ŻE NIE MA 10 KOMENTARZY POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM.
Komentujcie - to motywuje. :) 
Macie jakieś uwagi? - Piszcie.

Love, Klaudia.

5 lutego 2014

#5 - Louis

... przygryzłam swoją wargę i rzuciłam się na łóżko. Tomlinson obserwował mnie uważnie. Zaczął zbliżać się w moją stronę. Położył się na łóżku, bardzo blisko mnie. Popatrzył na mnie takim wzrokiem jakby chciał mnie zjeść.
W jego oczach odnalazłam pytanie: chcesz tego samego co ja?
Louis zauważył, że pokiwałam lekko głową przytakując, na co on się uśmiechnął. 
- Przepraszam, że zapytam, ale... robiłaś to już kiedyś? 

- Nie - odpowiedziałam speszona. Czekałam na Ciebie mój książę.
Ucałował moje czoło.
- Będę delikatny, obiecuję.
- Ufam Ci - dałam mu buziaka w usta.
Lou zdjął swoją koszulkę i zaczął działać. Najpierw całował moje usta, potem szyję... Zdjął moją koszulkę, a ja odpięłam mu pasek i zaczęłam ściągać jego spodnie. On nie pozostał mi dłużny.
Zdjął moją koszulkę i spodnie. Leżeliśmy w samej bieliźnie, ale nie trwało to długo. W kilkanaście sekund na łóżku leżało dwoje nagich zakochanych.
Kontynuował to co wcześniej zaczął. Lizał moje sutki, całował brzuch... zjechał trochę niżej. Zaczął pieścić moją kobiecość. Wydawałam z siebie ciche jęki. Wsadził we mnie swoje palce, a dopiero potem penisa. Z moich ust wydobył się jeden głośny jęk.
- Przepraszam, nie chciałem... - wyszeptał.
- Nic się nie stało... kontynuuj - również wyszeptałam i przygryzłam płatek jego ucha.
Louis wchodził we mnie coraz głębiej, wydawaliśmy z siebie ciche jęki. Poczułam w sobie jakąś ciecz... to była sperma.
Oboje doszliśmy. Tommo mocno mnie przytulił i podziękował za wytrwałość.
Wtuleni w siebie usnęliśmy.

Rankiem, gdy się obudziłam nie znalazłam obok mojego księcia. Pomyślałam, że to co się wydarzyło to tylko sen.
Zeszłam do kuchni i zauważyłam Lou smażącego naleśniki.
Oparłam się o futrynę i patrzyłam na to co robi. Pod nosem śpiewał "Kiss You". Wprawił swój seksowny tyłek w ruch, na co cicho się zaśmiałam. Mój ukochany odwrócił się w moją stronę, wziął mnie na ręce i pocałował.
Podał na stół pachnące i pięknie wyglądające naleśniki, które uwielbiam. 



Jedliśmy powoli, a Lou ciągle się uśmiechał. Czułam się dziwnie, bo nie wiedziałam o co mu może chodzić.
- Ubrudziłaś się, może ci pomóc?
- Skoro chcesz - zaśmiałam się.
Podszedł i zlizał bitą śmietanę z kącika moich ust. 
- Mmm, słodka - uśmiechnął się szeroko.
Gdy zjedliśmy przygotowany posiłek, Tommo włożył naczynia do zmywarki i nalał nam wody do szklanek.
Louis chyba lekko się zdenerwował... Jakby chciał mi powiedzieć coś strasznego... Zaczynam się bać, na prawdę.
- Kochanie, bo ja...
- Już mnie nie kochasz? Nie jestem wystarczająco dobra w łóżku? - zapytałam.
- Nie, nie o to chodzi. Bardzo Cię kocham i będę kochał zawsze. W łóżku byłaś niesamowita, mimo, że był to Twój pierwszy raz.
Chodzi o to, że dostałem wiadomość, że muszę wyjechać do Londynu, bo musimy coś tam nagrywać z chłopakami. Muszę jechać...
- I... zostawisz mnie tutaj samą, tak? Na jak długo?

(...) c.d.n.

______________________________
Na życzenie jednej z czytelniczek, dodałam wcześniej niż planowałam... Rozdział miał być dłuższy, ale jakbym nie dodała to SZANOWNA PANI M. by mnie chyba zabiła. ;)

10 komentarzy - next (teraz nie będę zmieniała tej liczby i będzie ona zawsze taka sama)

Jakoś mi nie pasowały do tego rozdziału obrazki, więc użyłam gif'ów. Mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza.
Mamy tutaj scenę +18. Mhh, moje pierwsze dzieło, piąty rozdział i już scena łóżkowa. haha :D Nie wiem czy się udała, ale to chyba nie moja bajka takie sceny. Trudno... wyszła jak wyszła.

Love, Klaudia.

3 lutego 2014

#4 - Louis

... To była wiadomość od Jennifer.

"Musimy się spotkać, natychmiast." 


"Coś się stało?"

"Dowiesz się jak przyjedziesz, czekam."

"Ok, będę za 10 minut"


~oczami Louisa~
Wsiadłem do samochodu i przez całą drogę zastanawiałem się o co jej może chodzić i słuchałem w kółko Little Thingh.
Zaparkowałem przed domem Jen i zamknąłem samochód. Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem d
zwonkiem. Słyszałem jak dźwięk roznosi się po całym mieszkaniu.
Drzwi otworzyła mi olśniewająco piękna Jen, ale... nigdy nie zauważyłem u niej takiego wyrazu twarzy. Chyba była wściekła.
*coś musiało się stać... tylko co?*
- No to powiesz mi co się stało? - zapytałem niepewnie.

- Ty się mnie pytasz?! - nie wyglądała zbyt miło, ale nadal była piękna.
- Proszę Cię, uspokój się. 
- Ale ja jestem spokojna!
- Nie sądzę...
- Dobra, teraz mi powiesz o sobie wszystko, bo z pewnych źródeł wiem, że jest coś czego o Tobie nie wiem, a powinnam.
- No dobra, usiądź to Ci wszystko opowiem.





~oczami Jennifer~
*ciekawe co wymyśli*
Louis zaczął opowiadać o sobie. 
Zaczął od dzieciństwa.
Dowiedziałam się, że jako mały chłopiec trafił do domu dziecka, ponieważ jego tata był alkoholikiem i umarł z przedawkowania, a jego mama już nie wytrzymywała, bo ojciec alkoholik ciągle ją bił, więc się powiesiła. Dziadkowie Lou nie mogli się nim zająć bo byli zbyt schorowani.
*kurcze, źle go oceniłam*
Louis opowiadając to wszystko miał łzy w oczach.
Po opowieściach o dzieciństwie nadszedł czas na "wspomnienia z życia nastolatka".
Zauważyłam, że po policzku szatyna spłynęła łza.
Przysunęłam się do niego i mocno go przytuliłam. Usłyszałam cichy jęk, gdy dotknęłam jego nadgarstków. Przyjrzałam im się dokładnie i zauważyłam rany stare... i całkiem nowe. 

Musiał się pociąć zanim do mnie przyjechał.
*Dlaczego nie zauważyłam tych starych ran wcześniej??*
- Louis... - zaczęłam. Dlacze... - nie zdążyłam skończyć, bo mi przerwał.
- Gdy byłem nastolatkiem - przełknął głośno ślinę - brałem narkotyki. Byłem uzależniony, ale postanowiłem to zmienić. Poszedłem na leczenie i udało się, a wiesz dla czego?
- N... n... nie - zająknęłam się.
- Bo uznałem, że nie mogę już dłużej tak żyć. Chciałem znaleźć dziewczynę, która pokocha mnie tak jak ja ją, która będzie chciała założyć ze mną rodzinę i być ze mną aż do śmierci... To było jedynym powodem, dla którego nadal żyję. Gdyby nie to teraz nie rozmawiałbym z Tobą.
- Bardzo Cię przepraszam, że tak się zdenerwowałam, sama nie wiem dlaczego.
- Nic się nie stało... A mogę wiedzieć kto Ci powiedział, że nie wiesz o mnie wszystkiego?
- Moja przyjaciółka.
- Meggi?
- Nie, Katherine.
- Katherine... Katherine Jones?
- Tak. Znasz ją?
- Niestety tak... i ona jest Twoją przyjaciółką? - zapytał ze zdziwieniem.
- Tak, przyjaźnimy się odkąd mieszkam w Doncaster. A coś w tym złego?
- Jen, ty o mnie wiesz już wszystko, za to o Katherine nie wiesz nic. Ona należy do gangu. Musisz zakończyć tę przyjaźń jak najszybciej... dla swojego dobra. 

- Skąd ty to wszystko wiesz?
- Ona też była w tym domu dziecka i trochę wiem o jej przeszłości. Ale nie przejmuj się piękna, ze mną nic ci nie grozi. Mam już plany na naszą przyszłość, mam tylko nadzieję, że się zgodzisz. Ale o wszystkim dowiesz się wkrótce.
Teraz musimy odpocząć, bo to był męczący dzień dla nas obojga.

Usunęłam numer Kat zaraz po wysłaniu jej sms'a. Zerwałam naszą przyjaźń. Powiadomiłam o tym Meg, żeby ona również uważała na siebie.

Wtuliłam się w Louis'a  i poprosiłam, żeby został u mnie na noc. Bez problemu się zgodził.
Na kolację przyrządziłam spaghetti. Po skończonym posiłku włożyłam naczynia do zmywarki, a następnie poszłam się wykąpać. Po drodze do łazienki wstąpiłam do mojego pokoju po piżamę.
Nalałam do wanny gorącą wodę, wlałam płyn do kąpieli o zapachu pomarańczy i zanurzyłam swoje ciało w cieczy. Pogrążyłam się w marzeniach, gdy nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałam w ich kierunku i zobaczyłam Louisa, który na mój widok chyba nieźle się napalił.
- Mogę wejść? - zapytał oblizując się delikatnie.
- Jasne - uśmiechnęłam się.
Tomlinson zdjął swoje ubrania i zajął miejsce obok mnie. 

Po wspólnej kąpieli poszliśmy do mojego pokoju.
Widziałam jak Tommo pożera mnie wzrokiem, więc...


_________________________________
Tym razem mniej obrazków, bo miałam lekkie problemy z laptopem (jakiś wirus) ;__; Ale już chyba wszystko w porządku.
A może wolicie jak jest mniej obrazków? - OPINIE W KOMENTARZU
Ta część mi się strasznie NIE podoba ;__; 

Kolejną część dodam jak będzie 10 komentarzy
PROSZĘ, KOMENTUJCIE - TO MOTYWUJE. :3
;)

Love, Klaudia. 

#3 - Louis

... dostałam sms'a. Sprawdziłam od kogo. To był Louis.
Poczułam lekkie motylki w brzuchu. 



Oto treść tego sms'a:
"Cześć :* Moglibyśmy się dzisiaj spotkać?"

Szybko odpisałam:
"Hej :* Jasne, gdzie i o której?"

"W parku o 16. :*"

"Ok, będę na pewno. :* Do zobaczenia"

Zapiszczałam ze szczęścia, ale po chwili na mojej twarzy zagościł smutek. Pomyślałam, że on może chcieć zerwać ze mną kontakt. W końcu jest gwiazdą, a ja zwykłą dziewczyną z miasteczka. Zrobił dla mnie bardzo dużo, ale nie musiał mi pomagać. Fakt... to było miłe z jego strony.
Myślę, że nie mogę oczekiwać niczego więcej niż przyjaźń.

Meg zauważyła, że jestem smutna, więc zaczęła rozmowę:
- Ej, Jennifer... co się stało?
- Louis chce się ze mną spotkać... 


- To chyba dobrze?
- Wiesz, z jednej może dobrze, ale z drugiej źle. A co jak zerwie ze mną kontakt?
- A czemu miałby to zrobić? 


- Ja nie potrzebuję już pomocy, bo wyzdrowiałam, więc nie ma sensu żeby on dalej się mną zajmował, a raczej razem nie będziemy. Gdzie ja i on - taki przystojny facet... Mogę tylko pomarzyć. 
On jest moim ideałem i zawsze nim będzie... Zawsze będę go kochać, szkoda, że on nigdy mnie nie pokocha.  
 


- Ty to jednak głupia jesteś - zaśmiała się Meg. Nie zauważyłaś, że gdyby Cię nie lubił czy coś to by nie odwiedzał Cię w szpitalu, nie woziłby Cię na rehabilitacje?
- Może masz rację... pójdę na to spotkanie to się przekonam.
- No i od razu lepiej, a teraz się uśmiechnij! 
Zrobiłam to o co poprosiła mnie przyjaciółka.

















- Od razu lepiej - dumna z siebie również się uśmiechnęła.



Meggi wyszła z mojego domu o godzinie 12.
Wychodząc wypowiedziała te słowa:
- Będzie dobrze, musi... a jak Cię zrani, to urwę mu głowę - zaśmiała się.
Dałam jej buziaka na pożegnanie i wróciłam do mojego pokoju.
Na przygotowanie do wyjścia jest jeszcze za wcześnie, więc wzięłam laptopa na kolana i zaczęłam przeglądać facebook'a, a następnie twitter'a. Natknęłam się na dość ciekawe zdjęcia Louisa... ze mną.
Co!? Jakim cudem ktoś zrobił nam zdjęcia? To nie możliwe... Czy ci paparazzi są dosłownie wszędzie?
Teraz zacznie się wytykanie palcami, pełno hejtów... Nie przeżyję tego, jestem zbyt wrażliwa.
Pojedyncza łza wypłynęła z mojego oka.

Mam jednak nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

Zanim się spostrzegłam była już 14:30. Wyłączyłam laptopa i odłożyłam go na biurko.
Otworzyłam szafę i zaczęłam szukać odpowiednich ubrań.

Po 15 minutach znalazłam to czego szukałam.


  



Na nogi założyłam wygodne koturny w kolorze pudrowego różu. 

Włosy wyprostowałam i zostawiłam rozpuszczone. 

O godzinie 15:45 byłam już gotowa. Wsadziłam telefon do kieszeni, zamknęłam drzwi na klucz i wyruszyłam w stronę parku. Na miejscu byłam minutę przed 16. *nieźle - pomyślałam i uśmiechnęłam się do siebie*
Rozejrzałam się, ale w pobliżu nie było nikogo widać. *może zapomniał? mam nadzieję, że nie - myśli w mojej głowie doprowadzały mnie to szału*
Nagle ktoś mnie przytulił. Odwróciłam się i zobaczyłam Louis'a. Jak zawsze wyglądał seksownie i był uśmiechnięty.
W ręce trzymał piękny bukiet róż.

  
- Jennifer, ja już dłużej tak nie mogę. Ja... KOCHAM CIĘ!
- Louis, ja Ciebie też kocham.
Złączyliśmy nasze usta w pocałunku.
Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie.

Gdy zakończyliśmy pocałunek uszczypnęłam się delikatnie w rękę, żeby upewnić się, że to nie jest sen.
TO NIE BYŁ SEN!
Jestem dziewczyną Louis'a Tomlinsona. To najlepsze co mogło mnie spotkać.
Siedzieliśmy w parku do 19. Potem Louis odprowadził mnie do domu.
Mocno mnie przytulił i pocałował na pożegnanie.

Weszłam do mojego domu usiadłam na kanapie w salonie i myślałam o tym co się właśnie stało.
Szybko wyjęłam komórkę i napisałam sms'a do Meggi:
"Hej, mam ważną sprawę. Jeśli możesz to przyjedź szybko. :*"
Sms'a o tej samej treści wysłałam do Katherine.

Tym razem Meg nie mogła do mnie przyjść. Szkoda, bo ona znała początek historii z Louisem, no ale opowiem jej resztę dzisiejszego dnia innym razem.
Zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć drzwi. To była Kat. 

 Jak zawsze wyglądała pięknie. 

- No hej, co to za ważna sprawa?
- Znasz Louis'a Tomlinsona?
- Tego z One Direction?
- Tak.
- No znam, a co?
- No bo wiesz... jestem jego dziewczyną! - wykrzyczałam radośnie.
Kat lekko zdziwiona kontynuowała rozmowę:
- A wiesz o nim wszystko?
- Myślę, że tak, a co?
- A ja myślę, że nie wszystko. A co dokładniej, to już jego zapytaj. Ja muszę już iść, cześć.
*to było dziwne... bardzo dziwne* 
Zdziwiło mnie zachowanie Katherine, ale ona ma czasem takie odchyły.



~ oczami Louis'a ~
Siedziałem na kanapie z laptopem na kolanach, sączyłem sok ze szklanki, gdy nagle zauważyłem na twitterze zdjęcia moje i Jennifer z dzisiejszego spotkania. Tak szybko ktoś nas odkrył?!
Będę musiał uważać na Jen, żeby nic złego jej się nie stało. Paparazzi są nieobliczalni, a co dopiero moje fanki.

Mój telefon wypuścił cichy dźwięk, to znak, że dostałem sms'a. Myślałem, że to ktoś z Modestu, ale myliłem się...


_______________________
No i jest kolejny rozdział. :)
Mam nadzieję, że wam się spodobał.
JEŚLI MACIE JAKIEŚ UWAGI TO PISZCIE
No to... kolejny rozdział za 7 komentarzy :)
Ten wyszedł taki dłuższy, ale mam nadzieję, że fajnie się wam go czytało.
ZOSTAWCIE PO SOBIE KOMENTARZ <3 to motywuje

Love, Klaudia.